Brak sił? Chyba się poddaję.
Niekiedy przychodzi taki moment, kiedy mam ochotę rzucić to wszystko i jechać w nieznane. Zdarza się i wam? Natłok obowiązków.. dwie szkoły, praca, jeszcze obrona? Jak tak świetnie mają wyglądać czasy studenckie to z chęcią się z tego wypiszę. Jednak cenię sobie zasadę - "zaczęłam, muszę skończyć". Miewam dni kiedy naprawdę brakuje mi czasu na swoje pasje, które dają mi najwięcej radości i cały czas obiecuję sobie, że jak tylko się obronie to się im poświęcę. Jednak do tego momentu pozostały jeszcze 3 miesiące i póki co, czuję nóż na gardle związany z terminem oddania pracy, która zatrzymała się w połowie.. Kto to w ogóle wymyślił?
Co najzabawniejsze! Im więcej spraw natłoczy się na jeden raz, tym ja szybciej kombinuje, jak od tego odpocząć i naładować akumulatory :) Tym sposobem na weekend pojechałam zakończyć sezon narciarski, którego nawet nie rozpoczynałam. Mimo to, taki wyjazd pozwolił mi na chwile odpocząć myślami od tych wszystkich deadline'ów. Działam!
Dzisiaj mam dla was stylizację z moją ulubioną sukienką. Z racji, że na zewnątrz było śnieżnie (mnie też to zdziwiło! zaledwie 150km od cieplutkiego Wrocławia potrafiło diametralnie zmienić aurę) zdjęcia powstały w pokoju hotelowym.
A wy jak sobie radzicie w stresowych sytuacjach?
| sukienka - Tutaj | buty - Intershoe | torebka - Primark |

Zapraszam do śledzenia na facebook'u:









